![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
pewne przemyslenia, pewne drobne inowacjepraca instruktora
Praca instruktora to pełna interaktywność między kursantem a nauczycielem. Już sam nie wiem kto komu powinien płacić, czy kursanci za lekcje , czy instruktor za wiedzę , jaką zyska z obserwacji wyników swojej pracy. W swoje długoletniej praktyce tak samo dużo „sprzedałem” jak zyskałem od swoich kursantów. W pewnych dziedzinach , jak paralotniarstwo to właśnie kursanci nieświadomie poszerzyli program szkolenia o nowe metody.
Wracając do narciarstwa zjazdowego, współpraca między kursantem a mną, instruktorem, kwitnie. Uczę jazdy na nartach od ponad 20 lat i wydawać by się mogło, że nic więcej już nie muszę zmieniać. Tymczasem, każdy kursant zostawia rysę na mojej „tabula” i każdy następny na tym zyskuje. Oczywiście mógłbym zastosować stały „program” uczenia i każdego naginać by go respektował. Tak czyni wielu moich kolegów i odwala godzinki na stoku tylko dla kasy. Możemy egoistycznie odciąć się od interesu kursanta i zająć się jedynie sobą, jako ludzie wspaniale sobie z tym radzimy. Ale i tu jest haczyk, przecież czas spędzony z kursantem, też nam coś daje, prócz kasy oczywiście. Daje nam doświadczenie... o ile chcemy to widzieć, o ile chcemy to przyjąć. Niestety wielu z instruktorów zamyka się we własnej skorupie, czy to z czystego egocentryzmu, czy też z lenistwa, stawiam na lenistwo. Taka postawa odbija się na nas, bo prócz braku nowej wiedzy, powoduje , ze nasze metody stają się anachroniczne...stare. Jestem już facetem w „zaawansowanym” średnim wieku i wielu kursantów mnie omija szerokim kołem bym ich nie zmuszał do jazdy na drewnianych nartach z jednym kijem, ale to co widzę na stokach mnie przeraża. Nóż się otwiera, jak młody człowiek, który powinien był skończyć kurs instruktorski już w XXI wieku, usilnie uczy christianni NWN. Nie zaprzeczam, że to piękny styl i warto go znać, ale podejrzewam, że klient , który wynajął instruktora na godzinę lub dwie, chce coś „świeżego” za tą ciężką kasę jaką mu płaci. Co więc robić w takiej sytuacji? Reagować, czy „olać” ? Sam wprowadzam drobne innowacje w swoim szkoleniu. Oczywiście „królikami” są kursanci, ale jakoś się nie skarżą, króliki też nie... Nie uczę jazdy oporowej . Nie uczę pługu. Okazało się, po paru wstępnych eksperymentach, że kursanci którzy zaczęli naukę od razu od jazdy ciętej szybciej „stają na nogi”. Już po opanowaniu skrętów, poświęcamy trochę czasu na christiannie –stop i pług. Efektem takiej kolejności jest całkowity brak odruchów ratowania się pługiem w sytuacjach...stresowych. Gdy jednak zaczniemy naukę od pługa, mówię o nauce na godziny, kursant dziękuje za dalszą naukę i zostaje przy tym pługu. A w każdym razie ciężko go później „odpłużyć”. Lwią częścią moich zajęć z dziećmi podczas Ferii jest „odpłużanie” pociech...żałosne zajęcie. Nie jestem żadnym odkrywcą, gdyż Doktor Tchórzewski z AWF też stosuje tą metodę. Niemniej byłbym niewdzięcznikiem jeślibym nie wspomniał , że doszedłem do tej metody dzięki „kooperacji” z kursantami. Dzięki.
Zbigniew Mazuś Średnia ocen: 0, oddanych głosów: 02009-02-13 13:42:37 |
instruktorzy na Facebook
|